Visualizzazione post con etichetta Ryszard Kapuściński. Mostra tutti i post
Visualizzazione post con etichetta Ryszard Kapuściński. Mostra tutti i post

sabato 1 febbraio 2014

Mój brat muzułmanin vs Mój brat żyd czyli MÓJ BRAT CZŁOWIEK (refleksje spod palmy)

Drogi Antoni, w zasadzie przypadek spowodował, że przystanęliśmy wspólnie na pewnym rozstaju dróg naszego życia, którymi podążamy nieustannie, w różnym czasie i różnych kierunkach, często podróżując do tych samych miejsc, z tą samą książką w ręku, ale nigdy nie idąc tym samym śladem. Ten sam przypadek sprawił, że od niedawna wymieniamy się czasami prywatnie (na Facebooku i mailowo) naszymi myślami i spostrzeżeniami - Ty w swoich Zapiskach spod Puszczy, ja we fragmentach tekstów, nad którymi właśnie pracuję.

T
a nasza komunikacja pokazuje, że media społecznościowe - wbrew niektórym badaniom - potrafią naprawdę zbliżyć ludzi, a nie tylko dawać im złudzenie pozornej wspólnoty podczas chwil samotności przed komputerem. A jednak - ja przed moją Osią czasu i Ty przed swoją, kiedy przed naszymi oczami przesuwają się zdjęcia i komunikaty, czasami wysyłane w pustkę, które odsłaniają nasze myśli i poglądy - zdajemy sobie doskonale sprawę, jak bardzo różnimy się od siebie, jaki dystans nas dzieli w postrzeganiu świata i podejściu do zagadnień natury filozoficznej, politycznej, religijnej czy egzystencjalnej.       

W
iemy dobrze, że ja i Ty  - jeżeli chodzi o nasze opinie - stoimy często na dwóch przeciwnych brzegach rzeki. To jednak nie przeszkadza nam popatrzeć z różnej perspektywy na ten sam pień drzewa, który płynie z prądem. Ta chęć i próba spojrzenia przez chwilę w tym samym kierunku budzi nasz obopólny szacunek do siebie, pozwala nam otworzyć szerzej oczy i uszy.

Kiedy przysłałeś mi tuż przed świętami Bożego Narodzenia tekst napisany w ciszy Twojej puszczy "Mój brat muzułmanin", pytając czy go rozumiem? - ja byłam na Półwyspie Synaj i czytałam go siedząc pod palmą. Odpowiedziałam Ci wtedy, że skomentuję go po powrocie. Zbieg okoliczności sprawił, że tego samego dnia, tą samą drogą, otrzymałam inny tekst do przeczytania - "Próby świadectwa" Andrzeja Koraszewskiego zamieszczony na jego nowym blogu Listy z naszego sadu.
   
Jestem Ci wdzięczna za te rozważania, które skierowałeś także do mnie, gdyż w tym swoim krótkim tekście zawarłeś wiele przemyśleń i wątpliwości, jakie noszę w sobie od dawna i które powinnam w końcu sprecyzować i wyrazić. Dlatego właśnie zdecydowałam się odpowiedzieć Ci w formie listu otwartego - skierowanego nie tylko do Ciebie, ale także do Andrzeja Koraszewskiego i do moich Czytelników. Bez wątpienia te moje refleksje spod egipskiej palmy, po przeczytaniu "Zapisków spod Puszczy" i "Listów z naszego sadu" - to także próba świadectwa. Ta otwarta i publiczna forma epistolarna, z wielu powodów, wydała mi się najbardziej trafna.

O listach

Tak się właśnie składa, że "Listy przeciwko wojnie" Tiziano Terzaniego, które Ty cytujesz w swoich zapiskach "Mój brat muzułmanin", przeczytałam na łamach Corriere della Sera w 2001 roku, zaraz po ataku terrorystycznym na WTC i w odpowiedzi na tekst Oriany Fallaci "Wściekłość i duma" opublikowany pod koniec września tamtego roku w tej samej włoskiej gazecie.

Przez ostatnich kilka miesięcy wydanie włoskie książki Terzaniego woziłam ze sobą w walizce z Rzymu do Łodzi i z powrotem, a potem nawet do Tajlandii - gdyż tkwił we mnie zalążek pewnego projektu literackiego pod roboczym tytułem "Rozmowy o pokoju i wojnie", jednakże mało sprecyzowany i być może zbyt jeszcze odległy. Już wtedy rodziła się we mnie idea, aby kontynuować dalej moje wywiady zebrane w dwóch tomach opublikowanych w 2013 roku "Głosy spoza chóru" i "Watykański labirynt", podejmując jednak tym razem inny ważny i trudny temat. Może uda mi się to zrealizować, a może nie... Jestem jednak przekonana, że misją mojej dziennikarskiej pracy jest spotykać ludzi i rozmawiać z nimi, by dać głos tym, którzy głosu nie mają.

Moje myślenie o "Rozmowach o pokoju i wojnie" też zaczęło się od wymiany krótkiej korespondencji - w tym wypadku z Angelą Staude Terzani, żoną Tiziana, która w 2007 roku zechciała przekazać mi swoje świadectwo dotyczące relacji jej męża z Ryszardem Kapuścińskim. Od kilku tygodni myślę o tym, że powinnam do niej znowu zadzwonić lub napisać, by tym razem porozmawiać właśnie o "Listach przeciwko wojnie", a w szczególności o tym jednym, który jest dla mnie bardzo ważny i dziś znów aktualny: "Sułtan i święty Franciszek". Może wreszcie zmobilizuję się do tego, właśnie dzięki tym refleksjom spod palmy...
   
Cały ten list Terzaniego zasługuje na baczne przeczytanie. Kto zechce, sięgnie sam po jego książkę.
   
Chcę zacytować tu natomiast to, co Kapuściński powiedział o Fallaci i Terzanim na swojej ostatniej konferencji w Rzymie, cztery miesiące przed swoją śmiercią:

"W dziennikarstwie włoskim istniały dwie szkoły myślenia. Obie z tych osób, o których powiem - znałem - i w stosunku do tych osób wiem, co chciały powiedzieć przez swoją działalność. Pierwsza to wielka dziennikarka włoska - Oriana Fallaci, którą poznałem jeszcze w Teheranie, w 1979 roku. Drugi to wielki dziennikarz włoski Tiziano Terzani, który był wtedy korespondentem Der Spiegel w Deli. Było mnóstwo podobieństw biograficznych pomiędzy tymi dwiema osobami. Obie pochodziły z Florencji, obie zajmowały się problemami międzynarodowymi, obie bardzo ciężko zniosły tę samą chorobę śmiertelną - i obie umarły we Florencji mniej więcej w tym samym czasie, wróciwszy po wielu latach nieobecności we Włoszech na swoją ziemię rodzinną. Każde z nich reprezentowało inne sposoby myślenia. Ten świat wielokulturowy Orianę Fallaci przerażał. Nie wiedziała jak się odnaleźć w tym świecie, który znała przecież już wcześniej, ponieważ dla niej jedynym wyjściem z tego wszystkiego było rozdzielić. Tiziano Terzani był odwrotnego zdania. Uważał, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest zbliżyć się, próbować się porozumieć. Oboje ci dziennikarze włoscy reprezentują ten dylemat, który stoi przed nami wszystkimi - rozdzielić się, czy szukać porozumienia? To właśnie posłanie zostawili nam na XXI wiek. My musimy poprzez nasze doświadczenie, naszą praktykę szukać rozwiązania."

W swoich Zapiskach "Mój brat muzułmanin" piszesz Antoni o języku głupoty i nienawiści, który coraz częściej przejawia się w polskich mediach i w Internecie utrudniając zrozumienie i porozumienie pomiędzy nami a nimi. Wspominasz o głupich dziennikarzach, którzy w paśmie porannym RMF FM Dwójka opowiadają sobie dowcipy o strojeniu choinki i jeden z nich brzmi: „Można ubrać choinkę po islamsku, w bombki”.
   
Piszesz: "Zapytam cię, czy wiesz, że to muzułmańscy uczeni przyswoili dla Zachodu osiągnięcia matematyki indyjskiej, a przede wszystkim dziesiętny system zapisu liczb zwanych dziś na ich cześć, arabskimi? Odpowiesz zapewne - tak może było w przeszłości ale dzisiaj - po ataku na nowojorskie WTC w 2001 - trzeba postrzegać muzułmanów jak 'ciemnogród' dążący do zniszczenia naszej cywilizacji. Muzułmanie to terroryści, którzy nam zagrażają i jest ich w Europie coraz więcej - dodasz. Odpowiem ci na to, że dla nich, my ludzie Zachodu, jesteśmy przedstawicielami cywilizacji śmierci, opartej na materializmie, wyzysku i braku zrozumienia dla uniwersalnych wartości islamu."

Cytując Cię, przyznam, że to odważne słowa jak na Europejczyka i Polaka, zwłaszcza dzisiaj, gdy w naszym kraju szerzy się coraz głębsza islamofobia.

Dodam również, że ja Cię rozumiem, bo od kilku tygodni też rozmyślam nad językiem nienawiści i głupoty oraz metodami wyrafinowanej propagandy przenikającej także do naszego społeczeństwa i z premedytacją odsuwającej nas od nich.
   
W ten sposób - Ty i ja, my oboje, którzy przemierzając świat w różnych kierunkach, przez przypadek zatrzymaliśmy się na chwilę na tym samym rozdrożu przed Złotym Meczetem w Stambule - zasłużymy sobie teraz na miano antysemickich lewaków lub co najmniej "zwolenników salonowego lekko w antysyjonizm udrapowanego antysemityzmu", albo "wspólników kolaboracjonistów Warda Churchilla, Noama Chomskiego, Louisa Farrakhana i Michaela Moore'a - zdrajców, którzy sprzedają wrogowi chrześcijańsko-ateistyczny Zachód, chcąc go zmienić w Eurabię" (używając słów Oriany Fallaci, którą zawsze ceniłam za przepiękną retorykę), a może nawet cichych zwolenników Normana Finkelsteina i jego "Przedsiębiorstwa Holokaust".
   
Tak, Mój Drogi Antoni, dziś jest bardzo niewygodne, niebezpieczne i przede wszystkim politycznie niepoprawne pisać, że chce się poznać muzułmanów i islam, i spróbować ich zrozumieć, bo można się nabawić brzydkich etykietek.

*

Witaj, Andrzeju, przez wiele lat staliśmy razem na tym samym brzegu rzeki, nie tylko patrząc na pień płynący z prądem, ale i próbując wejść do zimnej wody by go zawrócić. Wiesz, że zawsze darzyłam Cię olbrzymim szacunkiem, wymieniając także w prywatnej korespondencji miłe słowa. Dlatego, gdy przeczytałam kilka Twoich postów (nie tylko na Racjonaliście), skierowanych do pewnej, dobrze nam znanej osoby, która dziś na łamach "Sofijonu" gości te moje refleksje spod palmy, byłam w szoku: jak starszy dżentelmen może pisać takie rzeczy, zwłaszcza do kobiety? No cóż, klasa to nie woda...

Celem mojego listu do Ciebie nie jest jednak lekcja dobrych manier, lecz jak wiesz - sprawa znacznie poważniejsza. Chodzi oczywiście o MEMRI, Middle East Media Research Institute.

W Polsce działalność MEMRI nie jest jeszcze dobrze znana i w zasadzie dopiero teraz wokół całej sprawy zrobiła się burza. Przez lata - jak sami to ujawniliście z Twoją żoną Małgorzatą - ponad tysiąc tłumaczeń materiałów wychodzących z MEMRI i przez tę agencję przygotowanych zostało opublikowanych na Racjonaliście i nikt nie uprzedził osób dobrowolnie współpracujących z tym portalem, że istnieje jakakolwiek forma współpracy czy zależności pomiędzy największą polską platformą Wolnej Myśli a Instytutem założonym przez Yigala Carmona.

Nie chcę tu powoływać się na "Norman Finkelstein Exposes" używając argumentu o "maszynie propagandy", czy roztrząsać pogłosek o "propagandowej tubie Mossadu", których osobiście nie udało mi się sprawdzić. Przez kilka miesięcy jednak moja skrzynka mailowa była spamowana przez komunikaty MEMRI w wersji włoskojęzycznej, więc wyrobiłam sobie zdanie o jakości informacji produkowanych przez tę agencję. Rozmawiałam też z kilkoma moimi kolegami z mediów zagranicznych: izraelskich, brytyjskich, amerykańskich i arabskich i nikt o działalności Middle East Media Research Institute nie wyraża się pochlebnie.

Ten mój krótki wywód podsumuję anegdotką, którą Carmon sam chętnie opowiada, o tym, jak pewnego dnia zapytał starszego, zaprzyjaźnionego dziennikarza, dlaczego on krytykuje jego pracę, skoro MEMRI ujawnia tylko prawdę? "Nie ma czegoś takiego jak prawda. Każdy news musi być oceniany przez pryzmat tego, komu i czemu służy. A wy służycie wrogom pokoju..." - odpowiedział mu tamten. "A ty uważasz się za tego jedynego, bezstronnego dziennikarza?" - zapytał pułkownik izraelskiego wywiadu. "Jeśli chcesz udawać naiwnego, to rób to proszę, ale nie wobec mnie. Sam wiesz najlepiej, że mówię prawdę." - odpowiedział dziennikarz. "Wiem, bo nie ma czegoś takiego jak prawda" - skwitował Carmon.

C
hoć myślę, że sprawa współpracy pomiędzy MEMRI i Racjonalistą powinna być do końca wyjaśniona, dobrze, że wraz z Małgorzatą założyliście Wasz nowy portal "Listy z naszego sadu" i macie na to fundusze. Nie sądzę, że będę jego stałą czytelniczką, ale od czasu do czasu będę tam zaglądać.

J
ako osoba, która również publikowała na Racjonaliście i włożyła swoją małą cegiełkę w budowanie PSR-u, mam nadzieję, że drogi MEMRI i najważniejszego polskiego portalu Wolnej Myśli, który deklaruje kontynuowanie myśli Tadeusza Kotarbińskiego, już się na dobre rozeszły. Uważam to za uczciwe w stosunku do jego czytelników oraz ludzi, którzy pozostawili tam i nadal pozostawiają swoje teksty.

Braterstwo

W
Twoim tekście "Próby świadectwa", zamieszczonym na nowym blogu "Listy z naszego sadu", który mi przysłałeś do przeczytania tuż przed świętami, piszesz o braterstwie, używając pięknych słów Jana Strzeleckiego:

„Myśmy wiedzieli, czym jest braterstwo. Braterstwo oznacza utożsamianie się z kimś drugim, nieoddzielanie jego losu od swojego; więcej nawet - widzenie jego niebezpieczeństwa wyraźniej niż swojego, doznanie, że jego śmierć jest trudniejsza do przeżycia niż własna. Braterstwo jest łatwością przekraczania tych granic, które filozofowie głoszący samotność człowieka uznają za nieprzekraczalną linię, za którą jest już tylko milczenie lub powrót własnego głosu.”


Choć w sprawie MEMRI stoimy dziś na dwóch przeciwnych brzegach rzeki - myślę, że uda nam się jeszcze nie raz spojrzeć na pnie płynące z jej nurtem, z różnej perspektywy, a nawet próbować je zawrócić.

Ja - tak jak i Ty - uważam, że żyjemy dziś w trudnych czasach, które coraz bardziej przypominają lata trzydzieste ubiegłego wieku. Używając doskonałej przenośni Iana McEwana - myślę, że już od lat po Europie i po świecie krążą "czarne psy". Czujne dobermany Zła czyhają na okazję, aby znowu rzucić się na ludzkość.

"Gdy zaistnieją odpowiednie warunki, w różnych krajach, w różnym czasie następuje wybuch straszliwego okrucieństwa, występnej wrogości wobec życia, a wszyscy są zaskoczeni ogromem swojej nienawiści. Potem ta nienawiść chowa się i czeka.”
- June tłumaczyła Jeremiemu, który zrozumiał podczas swojej podróży do Polski i wizyty na Majdanku, że te zwierzęta były wytworami upodlonej wyobraźni, symbolem zdeprawowanego ducha, których nie mogły usprawiedliwić ani wyjaśnić żadne teorie społeczne. - "Zło, o którym mówię, tkwi w każdym z nas."

Od kiedy przeczytałam książkę McEwana, wiele lat przed jej ukazaniem się w Polsce, wierzę w "czarne psy", ale także wyróżniam "czerwone wilki" i "brudne hieny".
   
Również ja - tak jak i Ty - dostrzegam z niepokojem, że nasienie nazizmu tkwi w radykalnym islamie, nie znoszę wszelkiego fanatyzmu i terroryzm jest dla mnie aberracją umysłową. Myślę jednak, że sami muzułmanie są pierwszymi ofiarami ekstremizmu islamskiego wywołanego przez ślepą nienawiść. Nie wierzę w upadek zachodniej cywilizacji w wyniku huntingtonowskiego "zderzenia cywilizacji", które staje się coraz bardziej nieuchronne, ale jestem przekonana, że prawdziwe Zło tkwi w środku każdego społeczeństwa, każdego narodu i wybuchając od środka prowadzi cywilizacje oraz ludzkość do degeneracji.

Dlatego, tak jak powiedział Kapuściński - dylematem, jaki Terzani i Fallaci pozostawili nam na XXI wiek jest to, czy mamy rozdzielić się, czy szukać porozumienia? Musimy poprzez nasze własne doświadczenie, naszą praktykę poznawania świata, szukać właściwego rozwiązania.

Myślę, że XXI wiek będzie wiekiem islamskim, nie dlatego, że radykalni muzułmanie zasiedlą Europę, ale dlatego, że obserwuję jak na pustyni, kilka kilometrów od Abu Zabi, wyrasta Masdar City i jak Stary Kontynent pod względem gospodarczym oraz cywilizacyjnym staje się coraz bardziej Trzecim Światem.
   
Myśląc o braterstwie - myślę przede wszystkim o drugim człowieku.

*

Refleksje spod palmy

Wybaczcie ten mój ekscentryzm, który skłonił mnie do napisania podwójnego listu i połączenia w nim dwóch spraw i tak wielu wątków, ale gdy - siedząc pod palmą na Półwyspie Synaj - tuż przed świętami, otrzymałam od Was do przeczytania "Zapiski spod Puszczy" i "Listy z naszego sadu", naszła mnie refleksja, że to wszystko łączy się w jakąś całość.

S
ynaj jest wietrzny i silne podmuchy przeczesują korony palm. Wsłuchując się w szelest palmowych liści odnosi się jednak wrażenie, że przypomina on szum jabłoni w sadzie, czy olszyny w lesie, gdy wiatr targa gałęziami drzew. Tu ten powiew niesie ze sobą zapach morza i pustyni.
   
Tu w pewnym sensie zaczęło się wszystko. To na górze Horeb - według Starego Testamentu - Jahwe przekazał Mojżeszowi kamienne tablice z dziesięciorgiem przykazań i zawarł przymierze z Izraelitami. Później rozstąpiło się Morze Czerwone i Bóg wyprowadził naród wybrany z niewoli egipskiej, dając mu Ziemię Obiecaną. Dwa tysiące lat temu Stwórca zawarł z ludzkością nowe przymierze i zesłał na świat swojego syna Mesjasza i Zbawiciela, by odkupił jej grzechy przez swoją śmierć na krzyżu i ustanowił Królestwo Boże przez swoje zmartwychwstanie a apostołowie napisali Nowy Testament i zbudowali jego Kościół.

S
ześćset lat później Dżibril objawił Mahometowi Koran, który miał być ostatecznym i niezmiennym objawieniem Allaha dla ludzkości. Rozpoczęła się era muzułmańska. Od tego czasu były schizmy, wyprawy krzyżowe, Holokaust i zamach na WTC oraz wojna w Afganistanie, najdłuższa od czasów Wietnamu, która nadal się toczy. Wybaczcie ten mój skrót, ale historia to materia rozległa...

Kiedy tak siedzę sobie pod palmą na Półwyspie Synaj i czytam "Zapiski spod Puszczy" i "Listy z naszego sadu", myślę jednocześnie o dwóch rzeczach. O tym, co Primo Levi powiedział w swojej rozmowie z Ferdinando Camonem (Conversazioni con Primo Levi) - "Jest Auschwitz, a więc nie może istnieć Bóg. Nie znajduję innego rozwiązania tego dylematu. Szukam go i nie znajduję." I o groźnie brzmiących słowach Oriany Fallaci określającej się jako chrześcijańska ateistka: "Popełniamy samobójstwo moi drodzy. Zabija nas rak moralny, brak moralności i brak duchowości. Dlatego Europa staje się Eurabią, a Ameryka ryzykuje stać się nią. (...) Zachód jest chory. I co jest dla nas największym zagrożeniem? To, że pożywką dla tego raka są właśnie ci, którzy nazywają się postępowymi, progresywnymi, oświeconymi, liberałami, mężczyźni i kobiety lewicy."

yjemy w szczególnie ważkich czasach. Niewyobrażalny horror dopiero się rozpoczął, ale jest jeszcze możliwym zatrzymać go, czyniąc z tej chwili wielką okazję do refleksji. To także moment ogromnej odpowiedzialności, gdyż niektóre rozgorączkowane słowa wypowiedziane przez rozwiązłe języki, służą tylko rozbudzaniu naszych najgorszych instynktów, szczuciu bestii nienawiści, która drzemie w każdym z nas i wywoływaniu ślepej zapiekłości pozwalającej dokonać każdego czynu, i pozwalającej, tak nam, jak i naszym wrogom, zabijać się i mordować." [1] - pisał Tiziano Terzani do Oriany Fallaci w swoim liście "Sułtan i święty Franciszek", opublikowanym później w książce "Listy przeciwko wojnie".

Z pozdrowieniami spod palm

Agniezka Zakrzewicz

Tekst został opublikowany w:







venerdì 31 gennaio 2014

Teczka pisarza – mezalians dla psa




Kogo na świecie może obchodzić „Teczka pisarza“? Czy dla milionów wiernych czytelników, jakich Ryszard Kapuściński ma we wszystkich krajach świata – ma jakieś znaczenie, że istnieje „teczka Kapuścińskiego“ i że on musiał – po to, aby wyjechać z Polski - współpracować z wywiadem MSW, w komunistycznym państwie, jeszcze przed upadkiem Muru Berlińskiego, kiedy świat był podzielony na dwa bloki? Nikogo! Fakt, że Kapuściński był „komunistycznym agentem“, na świecie może mu przynieść jedynie tylko więcej sławy, której już chyba nie potrzebuje...
Dlaczego zatem upubliczniać „teczkę Kapuścińskiego“, w sposób tak obrzydliwie niesmaczny? Dlaczego zatem niszczyć w sposób tak karłowaty autorytet największego polskiego reportera i pisarza tuż po jego śmierci? – jedyna usprawiedliwiająca odpowiedź, jaką znajduję to: „z narodowej głupoty“.



Teczka pisarz
 
Artykuł „Teczka pisarza“, opublikowany w tygodniku Newsweek 21/07, należy do rodzaju artykułów, które wracają jak bumerang, przynosząc szkodę autorom. Miał wybuchnąć jak bomba atomowa, okaże się jednym z największych niewypałów. Może przejdzie do historii polskiego dziennikarstwa jako nowy gatunek: „artykuł nikczemny“…
Jak przyznał Ernest Skalski (wieloletni kolega redakcyjny Kapuścińskiego), w rozmowie z Aleksandrem Kaczorowskim i Wojciechem Maziarskim, i co z resztą potwierdzili za nim publicyści "Newsweeka" – przepytujący go o zawartość IPN-owskiej teczki największego polskiego reportera i pisarza – Ryszard Kapuściński „najwyraźniej bardzo starał się nikomu nie zaszkodzić i chyba mu się to udało“. Jak musiał napisać "Newsweek" - „Z akt (Kapuścińskiego) wynika, że pisząc analizy i raporty dla wywiadu, nikomu nie zaszkodził, świństwa nie popełnił“.

Plotki o „teczce Kapuścińskiego“

O tym, że istnieje „teczka Kapuścińskiego“ i że artykuł na jej temat ma się ukazać lada dzień, ja jako dziennikarz – korespondent zagraniczny w Rzymie, dowiedziałam się już w grudniu 2006 r., bo takie głosy chodziły po salonach Warszawy. Myślę, że nie było dziennikarza w Polsce, który nie wiedziałby o tym, że istnieje „teczka Kapuścińskiego“ i wiele osób zdawało sobie sprawę z faktu, iż właśnie on został wybrany na jedną z pierwszych ofiar lustracji. O tym, że Kapuściński był „agentem“ plotkowało się nawet w kawiarniach. W lutym, było już jednak wiadomo, że w IPN, w „teczce Kapuścińskiego“ nic nie ma – nic, oprócz kilku sporządzonych przez niego analiz sytuacji politycznej w krajach, do których jeździł, parę charakterystyk osób, z którymi miał kontakt, pokwitowania na nieznaczne sumy. Na nikogo nie donosił, nikomu nie złamał kariery, nikt z jego powodu nie ucierpiał.
Myślę, że plotki o teczce, skróciły jednak życie Ryszarda Kapuścińskiego, bo był człowiekiem przyzwoitym, starej daty, który na dyby medialne nie zasłużył, więc się ich nie spodziewał.

Karły pożegnały Cesarza

Pierwsza próba wyciągnięcia „teczki Kapuścińskiego“ odbyła się natychmiast po śmierci największego polskiego reportera. Zwłoki Cesarza były ciepłe, a już armia karłów rzuciła się do tego, aby obedrzeć go z szat (analizuje to najlepiej tekst Grzegorza Kopacza „Sam się nie obroni“ , który ukazał się w odpowiedzi na felieton Mariusza Cieślika pt. "Trafiony teczką". "Newsweek Polska" (nr 11/2007).
Choć w zasadzie przez ostatnie pół roku, wiele osób wiedziało o „teczce Kapuścińskiego“ i wiele gazet informację na ten temat mogło potraktować jako światowy scoop – nikt z szanujących się dziennikarzy nie ośmielił się popełnić „artykułu nikczemnego“, jaki popełnił polski "Newsweek" .
Jedną z rzeczy, która mnie rozśmieszyła w tym „artykule nikczemnym“ jest stwierdzenie wytłuszczone w nagłówku „Gdyby nie zgodził się na współpracę, nie byłoby Ryszarda Kapuścińskiego - to najważniejsza myśl wypowiedziana przez Ernesta Skalskiego w rozmowie z Aleksandrem Kaczorowskim i Wojciechem Maziarskim“. Czy można wyobrazić sobie większy absurd? Większą karłowaciznę dziennikarską i ludzką?
Sławy, jaką cieszy się Ryszard Kapuściński na całym świecie, wśród swoich czytelników, nie da się w żaden sposób podważyć. Gdyby ktoś jeszcze tego nie zauważył, bo jest karłowatego wzrostu – Ryszard Kapuściński stał się mitem, który przynosi honor Polsce. Jest to drugi, najbardziej znany Polak, oczywiście po papieżu Janie Pawle II. Jego popularność za granicą jest ogromna, bo Kapuściński po prostu miał talent i był wielkim człowiekiem. Ryszard Kapuściński byłby Ryszardem Kapuścińskim, nawet gdyby nie zgodził się na współpracę, bo do bycia reporterem i korespondentem zagranicznym nie wystarczy pisać tylko artykuły, siedząc za biurkiem w redakcji. Ryszard Kapuściński jest i będzie największym reporterem polskim, z teczą, czy bez teczki… Wszystkie karły dziennikarstwa polskiego dobrze o tym wiedzą.
O tym, że Kapuściński był agentem – jak to w dzień jego pogrzebu ogłosił Janusz Korwin-Mikke, wiedzieli nie tylko polscy dziennikarze – wiedzieli dobrze także włoscy dziennikarze i wszyscy inni. Na nikim jednak nie robiło to żadnego wrażenia.
Dziś włoski dziennik telewizyjny RAI1 zadedykował Kapuścińskiemu obszerny materiał, przytaczając fragment wywiadu, w którym włoscy dziennikarze pytali go czy nie miał „szkieletów w szafie“?. Wymowa materiału pokazanego we włoskiej telewizji publicznej była jednoznaczna: „Popatrzcie, co ci biedni Polacy robią w amoku politycznym z jedynym autorytetem, jaki im jeszcze pozostał…“
Oto bumerang, który wraca gdy się popełnia artykuły tak nikczemne. Aleksander Kaczorowski i Wojciech Maziarski przekroczyli dziennikarską granicę etyczną, która stała się niesmaczna i wyszła poza wszelkie granice. Tak to już odbiera się we Włoszech i nie tylko tutaj. Chwała im za to!

Podpisuję się pod Michnikiem

W dzień pogrzebu Ryszarda Kapuścińskiego – 31 stycznia 2007 r., równolegle z pożegnaniem w Gazecie Wyborczej w Warszawie, w Instytucie Polskim w Rzymie odbyło się pożegnanie wielkiego polskiego reportera, w którym uczestniczyli Polacy i Włosi. Uczestniczył w nim także Adam Michnik, który powiedział: “Jak to zwykle bywa w kulturze polskiej – Ryśka żegnamy bardzo różnie. W dzienniku Rzeczpospolita ukazało się osobliwe pożegnanie pióra publicysty, który się nazywa Masłoń. Zapamiętajcie to nazwisko, bo jak to mówił Gałczyński ono nie powinno zostać zapomniane. Jest to w swoim łajdactwie i w swojej podłości tekst wybitnie wyjątkowy. Rad jestem, że mogę to powiedzieć tu, bo nie wypadałoby mi tego powiedzieć w Warszawie, przy żonie Ryśka. Powiem tylko jaki jest mój komentarz do tego tekstu. Odpowiem słowami polskiego poety Juliana Tuwima – Wiersz brzmi tak: Próżnoś repliki się spodziewał nie dam ci prztyczka, ani klapsa. Nie powiem nawet pies cię jebał, bo byłby to mezalians dla psa.“
Ja podpisuję się pod Michnikiem i Tuwimem (już teraz mogę zrobić to publicznie) - bo myślę, że to, co karły dziennikarstwa polskiego zrobiły Ryszardowi Kapuścińskiemu zasługuje jedynie na poetycką replikę.

AGNIESZKA ZAKRZEWICZ

Rzym, 22 maja 2007 roku

Ostatnia podróż Ryszarda Kapuścińskiego film AGNIESZKI ZAKRZEWICZ


 

http://kapuscinski.info/film-reportaz 

 

Film reportaż


Ostatnia podróż Ryszarda Kapuścińskiego
film AGNIESZKI ZAKRZEWICZ

Dziękujemy Pani Agnieszce Zakrzewicz za zgodę na publikację materialów w naszym serwisu. W imieniu autorki zapraszamy Państwa do odwiedzenia serwisu
www.bezgranic.net.pl
BEZ GRANIC to portal dla ludzi otwartch i ciekawych świata.
Jego pomysłodawcą i autorem jest AGNIESZKA ZAKRZEWICZ.
Strony, które odwiedzicie REPORTAŻE, PODRÓŻE, SPOTKANIA, ART zawierają jej artykuły, wywiady, eseje, jakie ukazały się w mediach polskich
i międzynarodowych.
Galeria POCZTÓWKI ZE ŚWIATA prezentuje zmieniające się wystawy fotograficzne oraz zdjęcia fotoreporerów polskich i zagranicznych.
Na stronie LINKS znajdują się adresy internetowe prestiżowych organizacji, placówek, instytucji, fundacji oraz osób prywatnych.
To prawdziwe „okno na świat” – pierwsze i jedyne w polskiej sieci.
DZIENNIK PODRÓŻNIKA to rubryka, która gości najciekawsze opowieści osób, dla których świat nie ma granic.




Kapuściński w Rzymie



DOKUMENTY:

1. OSTATNIE KONFERENCJE RYSZARDA KAPUŚCIŃSKIEGO
Festiwal Corso Polonia i Roma Poesia, 14 października 2006 roku, Kino Farnese w Rzymie (Kapuściński o dziennikarstwie i poezji, o pracy reportera, o Orianie Fallaci)
Inauguracja Biblioteki Europejskiej, 24 października 2006 roku, Instytut Goethe w Rzymie (Ryszard Kapuściński o konfrontacji, o Tiziano Terzanim i Orianie Fallaci)
2. WIERSZE RYSZARDA KAPUŚCIŃSKIEGO
3. POWIEDZIELI O KAPUŚCIŃSKIM
Adam Michnik – Redaktor Naczelny Gazety Wyborczej
Francesco Cataluccio – dyrektor wydawniczy
Luigi Marinelli – profesor literatury Uniwersytetu „La Sapienza“
Silvio Cinque – Biblioteka Borghesiana w Rzymie
Renata Storaci - dziennikarka
Magdalena Szymków – dziennikarka, kuratorka wystawy fotografii Ryszarda Kapuścińskiego
4. KAPUŚCIŃSKI I TERZANI – WSPOMNIENIE ŻONY ANGELI TERZANI


Zapi
ski, dokumętacjai zdjęcia: AGNIESZKA ZAKRZEWICZ


Kapuściński w Rzymie

To była ostatnia podróż Kapuścińskiego. Wybrał Rzym, bo od tego miasta rozpoczął poznawanie wielkiego świata. Kiedy w 1956 roku wysłano go jako reportera do Indii, leciał przez Rzym. Wtedy wydał mu się niezwykły, pełen świateł i gwaru. Zupełnie inny od szarych komunistycznych miast jak znał.
Kapuściński wrócił przed śmiercią do Rzymu także dla poezji. Był gościem festiwalu Roma Poesia. Rzymscy poeci czytali jego wiersze na spotkaniu w Kinie Farnese.
15 października 2006 roku, w najsłynniejszej rzymskiej kafejce literackiej Antico Caffè Greco, nieopodal Placu Hiszpańskiego, Ryszard Kapuściński czytał ostatnie wiersze Czesława Miłosza, odnalezione po jego śmierci. Laureat Nagrody Nobla poświęcił Rzymowi dwa słynne utwory poetyckie Campo de’Fiori i Caffè Greco.
W miejscu tym spotkało się już wielu polskich poetów. Fotografia Czesława Miłosza zawisła nad portretem Adama Mickiewicza.
Miasto Rzym oraz Instytuty Kulturalne krajów, które stworzyły Bibliotekę Europejską, postanowiły zainaugurować ją spotkaniem z wielkim polskim reporterem Ryszardem Kapuścińskim oraz wystawą jego fotografii „Z Afryki“, ponieważ jego humanizm jest tym, co Europa chciałaby reprezentować w świecie.

----------------------------------------
1. OSTATNIE KONFERENCJE RYSZARDA KAPUŚCIŃSKIEGO
----------------------------------------

Festiwal Corso Polonia i Roma Poesia

14 października 2006 roku, Kino Farnese w Rzymie



Ryszard Kapuściński o dziennikarstwie i poezji
----------------------------------------

- Są różne rodzaje dzennikarstwa. Jest dziennikarstwo typu czysto informacyjnego. Na przykład, że prezydent jednego kraju odwiedził prezydenta drugiego kraju. W tym nie ma poezji. Jest jednak pewien rodzaj dziennikarstwa i reportażu, który jest bardzo bliski poezji. W literaturze włoskiej jest bardzo wielu autorów, którzy pisali w sposób poetycki. Przychodzi mi teraz do głowy Curzio Malaparte, którego książki były bardzo bliskie w wielu fragmentach poezji. Przychodzi mi do głowy niedawno zmarły wielki reporter włoski, Tiziano Terzani, którego wiele stron można czytać jako strony poetyckie. Żyjemy w epoce zacierania się gatunków. Coraz częściej jest trudno je zdefiniwać. Wiele stron literatury jest przenikniętych poezją. Również poezja czerpie z doświadczeń reportera. Taki był na przykład francuski poeta Labeau, który napisał cykl reportaży o Europie w formie poetyckiej. Tutaj ta granica się bardzo zaciera.
Pisanie poezji wynika z bardzo wielu przyczyn. Dla mnie poezja jest po prostu wielką skarbnicą i szkołą języka.Tak długo jak będzie istnieć poezja, tak długo będzie istnieć literatura. Kiedy umrze poezja, umrze literatura. Kiedy umrze poezja i literatura, umrze kultura. Dlatego tak ważne jest, żeby poezja istniała, żeby ją docenić. Tam się przechowuje język, tam się przechowuje jego bogactwo. Poezja nie jest masowo czytana dzisiaj. Jednak ci, którzy sami piszą, nie tylko wiersze, w ogóle używają języka, ci czytają poezję i czerpią z jej bogactwa. Pisanie poezji jest zawsze pewną tajemnicą, której człowiek nie jest w stanie ani zdefiniować, ani określić, ponieważ nie umiemy określić jak powstaje obraz poetycki. Wiemy, że pojawia się jakiś obraz, że pojawia się jakiś nastrój, ale skąd ten obraz się pojawia, jak się on krystalizuje, tego nie potrafimy powiedzieć. Nie potrafimy określić tego momentu, nie potrafimy określić źródła tego. Jest to jedna z tych tajemnic, z którymi żyje ludzkość od wieków, od czasów, kiedy zaczął się formować język poetycki. A zaczął się on formować wiele tysięcy lat temu. Od tego czasu ta tajemnica istnieje. Nie wiemy, skąd się wzieła poezja, wiemy tylko, że jest. To, że narodził się obraz poetycki, jest dla ludzkości bardzo ważne. Tym się różnimy od świata zwierzęcego. Poezja jest czymś świętym, bo każdy z nas przynajmniej raz w życiu jest poetą lub poetką.


Ryszard Kapuściński o pracy reportera
----------------------------------------

- Reporter, każdy reporter, nie tylko ja, musi rozstrzygać w każdym momencie. Nie ma dobrego wyjścia. Nie ma idealnego wyjścia. Wszystko jest kompromisem. Fotoreporter na przykład stoi zawsze wobec takiej sytuacji: czy zrobić zdjęcie ginącego dziecka, żeby zaalarmować cały świat, czy rzucić się na ratowanie tego konkretnego dziecka i nie mieć czasu na zrobienie tego zdjęcia? Może uratować to jedno dziecko, ale nie zaalarmuje świata. Nie ma wyjścia z tej sytuacji. Jest takie słynne zdjęcie jednego z moich znajomych fotoreporterów robione w Sudanie, na którym dziecko konające z głodu leży na ziemi i podchodzi do niego sęp, który zaczna go już jako trupka skubać. On teraz stoi w pewnej odległości od tego i musi dokonać w ciągu sekundy wyboru – zrobić to dramatyczne zdjęcie, żeby poszło ono na cały świat, czy odrzucić aparat i rzucić się na ratunek, by odpędzić tego sępa. Nie ma dobrego wyboru. Jest takie słynne zdjęcie, jak stoi kilka czołgów w Chinach, na placu Tiananmen i przed nimi staje młody Chińczyk. Fotoreporter musi dokonać wyboru: czy zrobić to zdjęcie, które jest dzisiaj słynne na całym świecie, czy rzucić się w kierunku tego młodego człowieka i wyciągnąć go spod tego czołgu, który może ruszyć w każdej chwili. Nie ma dobrego wyboru, Musimy podejmować takie decyzje czasami w ciągu ułamka jednej sekundy. Co mam więcej odpowiedzieć?

Ryszard Kapuściński o Orianie Fallaci
----------------------------------------

- Poznałem Orianę Fallaci, kiedy przyjechała do Teheranu robić wywiad z Chomeinim. Reprezentowaliśmy dwa diametrialnie różne style pracy. Jej specjalnością było robienie wywiadów. Ja natomiast nigdy w życiu nie przeprowadziłem żadnego wywiadu. Ja nie wypytuję ludzi, czekam, aż oni sami mi coś powiedzą. Ona miała bardzo agresywny styl pracy, ostry, atakujący, dynamiczny. A moje zachowanie jest takim stosunkiem pasywnynm, że ja wolę poczakać, czy ktoś coś powie, czy nie. Nigdy nie zadaję żadnych pytań. Czekam, aż czlowiek się sam otworzy, o ile będzie chciał. Więc to są dwa zupełnie nie spotykające się style w dziennikarstwie. Ale w ramach dziennikarstwa istnieją bardzo różne style. Chodzi o to, żeby osiągnąć prawdę. Prawdy nigdy nie możemy osiągnąć. Ale chodzi o to, aby się przynajmniej starać zbliżyć do prawdy. I tu działamy różnymi metodami i najważniejszy jest wynik. Była niewątpliwie jedną z najsłynniejszych dziennikarek XX wieku. Miała też bardzo różne style pracy, pisała także powieści i eseistykę, uprawiała wiele form, ale jest znana ze swoich ostatnich wystąpień. W panteonie wielkich dziennikarzy XX wieku znajduje się bardzo wiele słynnych nazwisk. Oriana Fallaci na pewno znajduje się w tym panteonie.


--------------------------------------------

Inauguracja Biblioteki Europejskiej

24 października 2006 roku, Instytut Goethe w Rzymie



Ryszard Kapuściński o konfrontacji
----------------------------------------

- Myślę, że jesteśmy dopiero na początku bardzo długiego i bardzo bolesnego procesu. To są dwie perspektywy – perspektywa natychmiastowa i perspektywa długofalowa. W perspektywie bliskiej, krótkofalowej, jest bardzo trudno się porozumieć, ponieważ jest to szok kontaktu. Pierwszy kontakt – wiemy to z doświadczenia psychologicznego i własnego, osobistego, że pierwszy kontakt jest zawsze trudny. Człowiek ma silne poczucie własnej tożsamości i inności, i musi się z tym przez cały czas oswajać, że nie jest sam, że jego tożsamość nie jest jedyną tożsamością. Dlatego XXI wiek będzie wiekiem bardzo trudnym. Będzie więcej i więcej ludzi, którzy będą coraz bardziej ruchliwi, ze względu na większą dostępność masowych środków komunikacji. Jesteśmy w mieście, które doskonale sobie zdaje sprawę z tego, co to za problemy. I nie ma innego wyjścia, dlatego, że nie możemy się rozdzielić, taka możliwość nie istnieje. Tylko mądrzy będą mogli znaleźć wyjście z tej sytuacji. I wyjście z tej sytuacji nie będzie ani łatwe, ani szybkie. Jesteśmy wszyscy w XXI wieku twórcami, ale jednocześnie i ofiarami tej sytuacji.

Ryszard Kapuściński o Tiziano Terzanim i Orianie Fallaci
----------------------------------------

- W dziennikarstwie włoskim istniały dwie szkoły myślenia. Obie z tych osób, o których powiem – znałem i w stosunku do tych osób wiem, co chciały powiedzieć przez swoją działalność. Pierwsza to wielka dziennikarka włoska – Oriana Fallaci, którą poznałem jeszcze w Teheranie, w 1979 roku. Drugi to wielki dziennikarz włoski Tiziano Terzani, który był wtedy korespondentem Der Spiegel w Deli. Było mnóstwo podobieństw biograficznych pomiędzy tymi dwoma osobami. Obie pochodziły z Florencji, obie zajmowały się problemami miedzynarodowymi, obie bardzo ciężko zniosły tę samą chorobę śmiertelną, i obie umarły we Florencji mniej więcej w tym samym czasie, wróciwszy po wielu latach nieobecności we Włoszech na swoją zemię rodzinną. Każde z nich reprezentowało inne sposoby myślenia. Ten świat wielokulturowy Orianę Fallaci przerażał. Nie wiedziała jak się odnaleźć w tym świecie, który znała przecież już wcześniej, ponieważ dla niej jedynym wyjściem z tego wszytkiego było rozdzielić. Tiziano Terzani był odwrotnego zdania. Uważał, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest zbliżyć się, próbować się porozumieć. Oboje ci dziennikarze włoscy reprezentują ten dylemat, który stoi przed nami wszystkimi – rozdzielić się, czy szukać porozumienia? To właśnie posłanie zostawili nam na XXI wiek. My musimy poprzez nasze doświadczenie, naszą praktykę szukać rozwiązania.


----------------------------------------
2. WIERSZE RYSZARDA KAPUŚCIŃSKIEGO
----------------------------------------

Oxford

Noc
Z soboty na niedzielę
W tym mieście
Nie zasypia
Na głównej ulicy szumi oponami
Podniesione głosy przesuwają się pod oknem
To spory rozradowane i błahe
Nie mogę zasnąć
Czytam w gazecie że
Zawał dopada swoje ofiary najczęściej
Między 8-mą a 9-tą rano
Jest 2.15

Dwa ostatnie wiersze Ryszarda Kapuścińskiego, które przeczytał w Rzymie
----------------------------------------

Jestem pełen wahań
Szukam słów
Obraz, który zobaczę w wyoraźni
Nie chce nabrać wyrazistych kształtów
Jest odległy
Zamglony
I choć natężam wzrok
Nie zbliża się
Nie użeka
A nawet
Kiedy wpatruję się w niego
Zbyt długo
Odsuwa się i znika


Ten na fotografii szesnastolatek
to przecież nie ja
Ten, który z trudem kroczy ulicą
to przecież nie ja
A jednak ten z fotografii
ten na ulicy
to jednak ja
A ten co teraz w to wątpi
Ten to właśnie ja


----------------------------------------
3. POWIEDZIELI O KAPUŚCIŃSKIM
----------------------------------------

Adam Michnik – Redaktor Naczelny Gazety Wyborczej

- Ryszard Kapuściński przez ostatnie 14 lat był związany z Gazetą Wyborczą. Swoje trzy ostatnie książki drukował w Gazecie w odcinkach. Dawał nam co jakiś czas bardzo ciekawe wywiady na temat tego, co się w świecie dzieje. Bez żadnej wątpliwości jest to jeden z polskich pisarzy, którzy weszli na sam szczyt światowego rozgłosu. Jednocześnie był to człowiek bardzo skromny, bardzo życzliwy ludziom.


Francesco Cataluccio – dyrektor wydawniczy

- Zawsze myślałem, że Kapuściński traktuje dziennikarstwo jako profesię, którą należy wykonywać dobrze i uczciwie, ale z której się żyje. Pewnego razu, podczas spaceru ulicami Mediolanu powiedział mi, że chciałby, aby pamiętano o nim, jako o poecie lub pisarzu aforyzmów. Ten, który w kilku słowach potrafi opisać świat. Z upływem czasu, zawsze mniej wierzył w linearność, a interesował się fragmentem. Rzeczywistość jaką opowiada to różne, fragmentaryczne ujęcia świata, oprawione w ramy niczym fotografie.
Był człowiekiem niespokojnym, nie potrafił nigdy usiedzieć w jednym miejscu. Po kilku dniach spędzonych we własnym domu, w Warszawie, znajdował zawsze pretekst aby wyruszyć w drogę. Zawsze myślałem, że jego żona to święta. Kiedy w pierwszym okresie współpracy nasze wydawnictwo szukało go telefonicznie, ona odpowiadała, że nie wie gdzie jest jej mąż i że może zadzwoni do niej za dwa tygodnie. On lubił gubić się w świecie. Do pisania potrzebował ruchu. Jego książki to w rzeczywistości odcinki jednego wielkiego reportażu.
W jego fotografiach i reportażach odczuwa się wielki szacunek i miłość do Afryki. Tęsknił za nią, a może w rzeczywistości tęsknił za swoją niesamowitą, pełną przygód, młodością. Kiedy spotkałem go ostatni raz w Rzymie, w październiku, poszliśmy obejrzeć wystawę rysunków Paula Klee. W jednej z sal, całkowicie ciemnych, do której wpadał jedynie promień słońca oświetlający obraz, oparł się o balustradę i zapatrzył w niego. Powiedział cicho: umieram…
Na moje protesty: nie przesadzaj, przecież wyglądasz znakomicie – odpowiedział: ach, nie myślmy już o tym…

(fragment tekstu pożegnalnego F. Cataluccio, który został opublikowany w Tygodniku Powszechnym).


Luigi Marinelli – profesor literatury Uniwersytetu „La Sapienza“

- Który z wierszy Kapuścińskiego przekonał mnie, że on jest poetą? Wiersz jest bardzo krótki. Mam w kieszni tomik, ale znam go na pamięć. I zarecytuję po polsku:

Bieda, bieda, bieda
Wieczorem
Bieda podpita

Ten wiersz przekonał mnie, że Kapuściński „wielkim poetą był“ – używając metafory Gombrowicza. Bo poezja to redukcja, redukcja wszystkiego do kości języka.
W Lapidarium V, Kapuściński mówi jedną rzecz o sobie, która może jest kluczem do wszystkiego. Przynajmniej dla mnie. Mówi: „głównam motywem mojej twórczości jest życie ubogich“.


Silvio Cinque – Biblioteka Borghesiana w Rzymie

- W mojej bibliotece znajdują się wszystkie książki Kapuścińskiego, mamy wszystko cokolwiek on napisał. Mamy też wszystkie książki Terzaniego, o którym opowiadał Kapuściński. Właśnie Kapuściński przypomina mi najbardziej Terzaniego, ze względu na rygor moralny i na umiejętność utożsamiania się z otaczającą go rzeczywistością. Gdyby pod względem fizycznym Kapuściński nie był tym, kim jest – nie potrafiłoby się odróżnić go od otaczających go ludzi innej rasy. Kapuściński jako jedyny ma w sobie ciekawość i pokorę, która pozwala mu wejść w otaczającą go rzeczywistość. Po krótkim czasie ta rzeczywistość go przenika, zaczyna przynależeć do niego, wchodzi z nim w reakcję, a on opisuje tę reakcję rzeczywistości w sobie. Nie stoi nigdy obok rzeczywistości. Jest ciekawy świata, obserwuje wszystko, ale nigdy nie jest obserwatorem zewnętrznym. Żyje w świecie, ponieważ ma wielkie zaufanie do inteligencji ludzkiej. Wierzy w nią.


Renata Storaci - dziennikarka

- Kim jest Kapuściński dla ciebie?

- To współczesny bohater. Jest wszystkim tym, czym ja chciałabym być i nie mogę. Jestem dziennikarką, ale nie jestem jeszcze reporterką. On spowodował, że chcę pojechać do Afryki, aby czuć jej zapach, aby patrzeć w oczy ludzi, uczyć się od nich życia. Przyjechałam tutaj z Mediolanu, aby poprosić go o rzecz niemożliwą – artykuł do rubryki kobiecej gazety, która jeszcze nie istnieje. Nie udało mi się go namówić, ale otrzymałam dedykację i pocałunek w policzek, co jest dla mnie największym honorem.

----------------------------------------
4. KAPUŚCIŃSKI I TERZANI – WSPOMNIENIE ŻONY ANGELI TERZANI
----------------------------------------
Zobacz link do strony T. Terzani:
www.tizianoterzani.com

Tiziano i Kapuściński spotkali się w życiu raz, albo dwa razy, ale pisali do siebie kilkakrotnie krótkie listy, które niestety nie wiem gdzie się znajdują. Tiziano go bardzo podziwiał i wysłał mu swoje ostatnie książki wydane po angielsku. O książce "A Fortune-teller told me" (Un indovino mi disse), Kapścuński ha scritto: "A great book written in the best traditions of literary journalism... profound, rich, and reflective." Nie wiem, może to było zdanie z jakiejś recenzji?
Kiedy Tiziano umarł i Stowarzyszenie vicino/lontano z Udine zdecydowało się zorganizować konkurs literacki poświęcony Terzaniemu, Kapuściński zgodził się od razu być członkiem jury. Przypominam sobie pierwsze spotkanie z nim, w restauracji w Udine, kiedy Kapuściński objął mnie, jakbym była żoną jego wielkiego przyjaciela i powiedział o Tizianie rzeczy przepiękne, niestety nie zostało to zarejestrowane. Uznawał w nim sobie podobnego, zarówno pod względem sposobu widzenia świata własnymi oczami, jak i w pasji odkrywania świata, wykraczającej poza dziennikarsą ciekawość, a przede wszystkim w zainteresowaniu człowiekiem i jego losem, często tragicznym w historii. Myślę, że zbliżał ich fakt, że byli dwoma indywidualistami, nie związanymi z żadną grupą lub partią, byli całkowicie osmotnieni w swoich poszukiwaniach, które prowadziły ich po świecie. W ostatnim okresie ich życia, myślę że zbliżała ich wewnętrzna, głęboko ukrywana melancholia, ponieważ po tylu nadziejach i bataliach, świat nie stawał się nigdy lepszy.
Przypominam sobie moją rozmowę z Kapuścińskim w Udine, o tym, że kiedy w Polsce brakowało wolności słowa, ta wolność była najwyższą wartością, dziś natomiast, kiedy jest wolność, wykorzystuje się ją, aby się wzbogacić, a nie tworzyć rzeczy pięne oraz nowe idee.
Taką samą dyskusję można było przeprowadzć z Tiziano, który ubolewał nad dominacją materializmu w społeczeństwach dobrobytu.
Rozmawialiśmy także o Ameryce, zgadzając się, że nie Irak, lecz Chiny powinny martwić bardziej Busha.
Rozmawianie z nim było prawdziwą przyjemnością, był szczodry dla ludzi, słuchał wszystkich, nawet gdy nie byli ekspertami, on we wszystkich szukał szczerości, kierowała nim miłość do prawdy, potrafił odkryć zawsze jakąś niebanalną myśl, coś orginalnego.

Angela Terzani

Florencja, luty 2007, fragment listu do Agnieszki Zakrzewicz

wersja oryginalna listu po włosku
----------------------------------------
Non si sono incontrati nella vita se non una o due volte, ma si sono scritti qualche volta, brevemente, ma non so dove siano queste lettere. Tiziano lo ammirava moltissimo e gli ha mandato i suoi ultimi libri quando questi erano tradotti in inglese. Di "A Fortune-teller told me" (Un indovino mi disse) Kapscunski ha scritto: "A great book written in the best traditions of literary journalism... profound, rich, and reflective." Forse era parte di una recensione?
Quando Tiziano morì e l'Associazione vicino/lontano di Udine decise di fare un premio letterario dedicato a Tiziano, Kapusc. ha subito accettato di diventare membro della giuria, e ricordo il primo incontro con lui, in un ristorante di Udine, quando K. mi abbracciò come se fossi stata la moglie di un suo grande amico e fece su T. un discorso bellissimo che però purtroppo nessuno ha registrato. Riconosceva in lui un suo simile, sia nel desiderio di vedere il mondo con i propri occhi, di scoprirlo al di là dal giornalismo, sia nel suo interesse soprattutto per l'uomo e il suo destino, spesso tragico, nella storia. Credo che li accomunasse anche l'essere due individui non legati a nessun gruppo, nessun partito, il loro essere completamente soli nel loro tipo di ricerca che li portava a giro per il mondo. Alla fine della loro vita credo li accomunasse anche una profonda, nascosta malinconia perché dopo tante speranze e tante lotte il mondo non migliorava mai.
Ricordo una mia chiacchierata con K.a Udine sul fatto che ai tempi in cui in Polonia non c'era libertà d'espressione, questa libertà veniva tanto desiderata; mentre oggi, in cui questa libertà c'è, viene usata soprattutto per arricchirsi, non veramente per creare cose belle o pensare pensieri grandi e nuovi.
Questo tipo di conversaziione si poteva farla identica anche con Tiziano: sconsolato per il sopravvento del materialismo nelle nostre società benestanti.
Parlammo anche dell'America ed eravamo d'accordo nel pensare che non era l'Iraq di cui Bush doveva tanto preoccuparsi, ma della Cina.
Era bellissimo parlare con lui, era generoso, stava ad ascoltare anche se non si era per niente esperti, era sempre come se in tutti cercasse la sincerità, un autentica amore per la verità, un pensiero non banale, originale.

angela terzani
----------------------------------------









----------------------------------------------------------------------
Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na tym blogu są chronione prawem autorskim.
Wszelki plagiat, przedruk lub wykorzystywanie bez zgody autora
jest wykroczeniem i roszczenia z tego tytułu będą dochodzone
na drodze sądowej.